login: hasło:
newsletter:
AKTUALNOŚCI
LOKALIZACJA NASZYCH OBIEKTÓW
 
DNI I GODZINY OTWARCIA
 
CENNIK BILETÓW I USŁUG
 
ODDZIAŁY I OBIEKTY

  Dom Kuncewiczów
  Grodzisko Żmijowiska
  Kamienica Celejowska
  Galeria Letnia
  Muzeum Czartoryskich
  Muzeum Przyrodnicze
  Muzeum Sztuki Złotniczej
  Zamek w Janowcu
  Biblioteka

 
WYSTAWY I IMPREZY

  Wystawy stałe
  Wystawy czasowe
  Imprezy
  KALENDARIUM 2010

 
OFERTA EDUKACYJNA

  Dom Kuncewiczów
  Grodzisko Żmijowiska
  Kamienica Celejowska
  Muzeum Czartoryskich
  Muzeum Przyrodnicze
  Muzeum Sztuki Złotniczej
  Zamek w Janowcu

 
WYDAWNICTWA
 
ARCHIWUM WYDARZEŃ

  Dom Kuncewiczów
  Grodzisko Żmijowiska
  Kamienica Celejowska
  Muzeum Czartoryskich
  Muzeum Przyrodnicze
  Muzeum Sztuki Złotniczej
  Zamek w Janowcu
  Varia

 
HISTORIA MUZEUM
 
POKOJE GOŚCINNE
 
WYNAJEM SCENY
 
ADMINISTRACJA

  Dyrekcja
  Dział Administracji
  Dział Finansowy

 
ZAMÓWIENIA PUBLICZNE
 
Informacje i ogłoszenia
 
CIEKAWE LINKI

 

ODDZIAŁY I OBIEKTY » Kamienica Celejowska


ODDZIAŁ KAMIENICA CELEJOWSKA

24-120 Kazimierz Dolny, ul. Senatorska 11/13

Tel./ fax (081) 8810104

e-mail: celejowska@kazimierz-muzeum.pl

Kierownik Oddziału:  dr Waldemar Odorowski

Kierownik Działu Sztuki Współczesnej: Dorota Seweryn-Puchalska



 

O KAMIENICY CELEJOWSKIEJ


Kamienica Celejowska
Kamienica Celejowska należy do najcenniejszych budowli zabytkowych w Polsce i jest wyrazem pełni rozkwitu architektury mieszczańskiej. Wzniesiono ją z kamienia wapiennego. Składa się z dwóch kondygnacji o typowym dla kazimierskich kamienic układzie wnętrz: na dole sień przejazdowa przesklepiona, podobnie dwie sale do niej przylegające; na piętrze cztery izby przesklepione drewnianymi stropami, z których największa ozdobiona jest kolumną między oknami. Jednak największą wartością kamienicy jest elewacja główna z ogromną attyką (ponad 1/3 wysokości całej budowli) wypełnioną dekoracją ornamentalną i figuralną. Są to rzeźby patronów fundatora kamienicy (i jego syna), czyli św. Bartłomieja i św. Jana Chrzciciela oraz figury Chrystusa jako Salvatora Mundi i Matki Boskiej jako Królowej Nieba. Natomiast grzebień attyki zdobią rzeźby fantastycznych stworów (bazyliszki, smoki, ptaki), których formy zaczerpnięte są z repertuaru znakomitego rzeźbiarza, Włocha, Santi Gucciego i jego następców. Kamienica powstała przed 1635 rokiem. Na podstawie dekoracji sądzić można, że ok. 1620 roku. Jej twórcami byli bez wątpienia muratorzy kazimierscy; w tym czasie architektura w miasteczku osiągnęła najwyższy poziom. Wzory renesansu włoskiego i niderlandzkiego wtopione w tradycję lokalną stworzyły zupełnie nową jakość charakterystyczną dla polskiej prowincji tych lat, architekturę rodzimą, swojską. Kamienica Celejowska była przedmiotem badań już od połowy XIX w., badań często nie wolnych od opinii wręcz bałamutnych. Przedstawiali ją w swoich dziełach wybitni polscy artyści m.in. Wojciech Gerson, Michał Elwiro Andriolli. Od poł. XVIII w. w ruinie, później mieściła garbarnię. W 1917 r. wykupiło ją Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami Przeszłości. W latach 1917-20 wykonano jej gruntowny remont. Mieściła w latach 30-tych XX wieku zbiory muzealne Towarzystwa Przyjaciół Kazimierza. Od 1964 r. stała się siedzibą Muzeum Regionalnego a od 1987 Muzeum Nadwiślańskiego.

O ZBIORACH

Kolonia artystyczna to wciąż jeszcze pojęcie zapoznane, termin bardziej z dziedziny archeologii niż myśli współczesnej. A przecież kolonie te stworzyły swoisty fenomen kulturowy nie tylko w obrębie sztuki, ale też w obrębie szeroko pojętej antropologii kultury. Zjawisko to objęło niemal całą Europę – kilkadziesiąt kolonii tworzyło archipelag połączony ze sobą licznymi węzłami artystycznymi, ideowymi, także personalnymi. Wprawdzie za pierwszą kolonię można uznać grupkę malarzy niemieckich, którzy w 1809 roku osiedlili się w klasztorze San Isidoro w Rzymie i powołali do życia  „Bractwo św. Łukasza” mające na celu odnowienie malarstwa sakralnego przede wszystkim, to jednak właściwym miejscem kolonii były małe miasteczka  lub wsie nawet. Tak było w przypadku Barbizon, małej mieściny pośród lasów Fontainebleau, gdzie  w latach 30-tych XIX wieku pojawili się paryscy malarze z Theodorem Rousseau na czele, by pod wpływem pejzażystów angielskich
( m.in. Constable’a) szukać źródeł  dla swej  sztuki w plenerze czyli bezpośrednim kontakcie z naturą. Zrodzona z tych pobudek kolonia stała się nie tyle wzorcem co przykładem dla wielu innych kolonii. Czas największego ich rozkwitu przypadł na ostatnie dziesięciolecie XIX wieku aż po 1914 rok.
Powrót do natury, często rozumianej jako pierwotna nieskażona był pierwszą przyczyną powstawania kolonii (co można też widzieć jako protest przeciw rygorom narzuconym przez Akademie Sztuk Pięknych, a we wszystkich – w całej Europie – rygory były niemal te same ) najogólniej tylko określał charakter kolonii. czasem powstawały wokół jednego artysty i z jego odejściem kończyły swoje istnienie. Tak było z kolonią Pont Aven – grupą malarzy skupionych  wokół Paula Gauguina (choć mniej wiadomo, że już wcześniej Pont Aven był skupiskiem wielu malarzy ... amerykańskich). Były też kolonie stanowiące rodzaj azylu dla środowisk artystycznych z miast – siedzib Akademii. Takim miejscem był już Barbizon, a tuż obok Grez-sur-Loing wobec Paryża, Katwijk wobec Amsterdamu, Kronberg wobec Düseldorfu, Dachau wobec Monachium.
A. Michalak "Kazimierz"
Jeszcze inny charakter miały kolonie nadmorskie-nad morzem Północnym i Bałtyckim, które funkcje kurortu łączyły ze sztuką. Takie były kolonie północnoniemieckie: (Ahrenshoop, Hiddensee), skandynawskie: Skagen w Danii, Tuusula w Finlandii, Sandvika w Norwegii czy Nida (dawniej Nidden) w Prusach Wschodnich, wsławiona pobytami Tomasza Manna tuż przed emigracją do Stanów Zjednoczonych.
Kolonie artystyczne nie były domeną tylko sztuk plastycznych, wspomniany przykład Tomasza Manna to potwierdza. To właśnie pisarze nadawali  charakter kolonii w Schreiberhau (dziś Szklarska Poręba), a byli nimi bracia Carl i Gerhart Hauptmannowie. Podobnie było w szwajcarskiej Asconie, która oprócz pisarzy i malarzy (m.in. Alex Jawlenski i diva ówczesnego świata artystycznego Europy Marinna Werefkin) gromadziła filozofów, anarchistów i nawet...wegetarian.
Zdarzały się również kolonie powstałe z wielkopańskiego gestu : Sawwa Momontow, potentat przemysłowy w Rosji przez lata zapraszał , jako mecenas sztuki, najwybitniejszych artystów rosyjskich z Ilią Riepinem do swojej rezydencji w podmoskiewskim Abramcewie.  Na mniejszą skalę powtarzał to hrabia Jan Zygmunt  Mycielski. Jego gośćmi w podkarpackiej Wiśniowej bywali malarze z kręgu Komitetu Paryskiego z Janem Cybisem na czele. Ale działo się to już w dwudziestoleciu międzywojennym.
Wcześniej, na przełomie XIX wieku i XX wieku zrodził się ruch ideowy, który doprowadził do powstania kolonii o bardzo określonym programie, nie tylko artystycznym, ale sięgającym głębiej. Jego wyrazem było  pojęcie „Heimatkunst” inaczej mówiąc „sztuki stron rodzimych”. Powrót do natury wiązał się ze sprzeciwem  wobec zagrożeń niesionych przez  gwałtownie rozwijający się proces cywilizacyjny, utożsamiany z wielkim miastem, przemysłem, kosmopolityzmem. Wyrósł na podłożu mocno nacjonalistycznym, to wtedy podejmowano próby stworzenia stylów narodowych. Nie przypadkiem dotyczyło to krajów i narodów środkowej Europy  włączając w to Niemcy. „Styl zakopiański” (czyli narodowy) lansowany przez Stanisława Witkiewicza był tylko pochodną tendencji powszechnych wówczas  od Szwajcarii, południowych Niemiec, przez Czechy, Słowację po Węgry. Obrony przeciw tym zagrożeniom kolonie szukały  w odniesieniu do „zdrowego świata”, który widziano w naturalności i prostocie chłopskiego i mieszczańskiego życia.  To odwołanie zamykało  się w programie, którego istotę i wartości określały pojęcia: matka, rasa, ziemia, ojczyzna.
Program ten zdefiniowany został w najbardziej wyrazisty sposób w kolonii w Worpswede (pod Bremą), ale jego obecność widoczna była w koloniach węgierskich Nagybánya, Szolnok, Kecskemét , Hrocznowej Lhocie na Słowacji, a także podkarpackich Bronowicach. Tę znamy jako scenerię „Wesela” St. Wyspiańskiego, ale ogólnie określa się to  pojęciem „chłopomanii”.
Przy tak sformułowanym programie kolonie artystyczne stawały się naturalnym przeciwnikiem narastającego w sztuce dążenia do zupełnie nowych rozwiązań artystycznych – czyli awangardy. Po  1918 roku awangarda niezależnie od jej przejawów, zwyciężyła. Większość kolonii artystycznych zniknęła z mapy Europy. Dzisiaj awangardy już nie ma, pora więc przypomnieć o koloniach artystycznych.
Pamięć  tych koloniach wraca w całej Europie. Wyrazem tego jest  powstanie w 1996r. Europejskiej Federacji Kolonii Artystycznych EURO – ART z siedzibą w Brukseli, działającej pod auspicjami Unii Europejskiej. Od 2000 roku jej członkiem jest Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym.
Pierwszy i jak dotąd jedyny nie tylko z Polski ale i dawnych krajów socjalistycznych, członek  EURO-ART.
 
 
KAZIMIERZ NAD WISŁĄ – KOLONIA ARTYSTYCZNA
 
Wiele było powodów, dla których Kazimierz przyciągał artystów. Nie była to tylko szczodrość natury, która niewielką przestrzeń miasteczka obdarzyła wzgórzami, wodą Wisły i niebem bliższym stronom śródziemnomorskim. Tą przestrzeń równie bogato wyposażyła historia – jej koleje poprzez świetność do ruiny pozostawiły świadectwa sztuki w postaci wielu zabytków architektury, których usytuowanie w krajobrazie tworzyło naturalny motyw do malowania. Dostrzegł to już w 1792 roku Zygmunt Vogel, nadworny rysownik króla  Stanisława Augusta Poniatowskiego. Kazimierz został zobaczony przez artystów, najpierw jako ilustracja romantycznej refleksji o minionej wspaniałości zamkniętej w konturach ruin, później jako szczególny splot koloru, powietrza i ducha miejsca szczególnie sprzyjającego sztuce. Vogel otworzył drogę do Kazimierza – za nim podążyli inni. Już w I połowie XIX wieku bywali tu i malowali: Józef Richter, związany z dworem Czartoryskich  W Puławach, Jan Feliks Piwarski, też rodem z podpuławskich Włostowic, profesor warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych, jeszcze później jego ulubiony uczeń Wojciech Gerson. Za nim przyjeżdżali do Kazimierza jego wychowankowie: Józef Brandt, Aleksander Gierymski, Józef Pankiewicz.
To właśnie on, po powrocie z Paryża  w 1892 roku mając jeszcze pod powiekami wystawę obrazów Claude’a Moneta, namalował w Kazimierzu cykl obrazów, które stały się początkiem polskiego impresjonizmu. Choć krytyka, po ich wystawieniu w warszawskiej „Zachęcie” przyjęła je z wyjątkową niechęcią, równą tylko brakowi zrozumienia dla tego rodzaju malarstwa, Kazimierz pojawił się jako wyjątkowe miejsce dla malarstwa plenerowego. Kolonią artystyczną jeszcze nie był, ale coraz więcej, a zwłaszcza coraz częstsze przyjazdy malarzy zwiastowały, że tak się wcześniej czy później stać musi. Zwłaszcza, że zaczął spełniać warunki, które w niemałym (choć często bagatelizowanym) stopniu do tego się przyczyniały. A było to m.in. powstanie drogi kolejowej  Warszawa – Kowel przez Puławy w 1877 roku, a także wybudowanie przez Edwarda Berensa trzy lata później „Hotelu Polskiego” – pierwszej z prawdziwego zdarzenia restauracji w Kazimierzu, połączonej z hotelem. Tu można wspomnieć jaki udział w formowaniu się kolonii miały takie właśnie przedsięwzięcia – poczynając od Auberge Ganne w Barbizon, przez Hotel Julia w Pont – Aven do hotelu prowadzonego przez H. Boldego w Nidzie.
Szybko też na Kazimierz zwróciły się oczy profesorów powołanej w 1904 roku Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie. Przełom nastąpił w 1909 roku, gdy Władysław Ślewiński przywiózł tu  na  plener  swoich  uczniów. Miał  za  sobą  doświadczenia  wyniesione  z  kolonii w Pont–Aven, gdzie bywał u boku swojego mistrza i przyjaciela Paula Gauguina. Doświadczenia te przeniósł na grunt kazimierski, to tu znalazł miejsca w których ujrzał wszystko, czego w sztuce chciał uczyć. Wtedy to po raz pierwszy w Kazimierzu pojawił się mocny akcent w pejzażu miasteczka, wyróżniający to miejsce do dziś – młodzi malarze przy sztalugach rozstawionych pośród codziennego gwaru uliczek. A jakie wrażenie wywarł Kazimierz na uczestnikach tego pleneru? – wystarczy przytoczyć słowa jednego z nich Zygmunta Kamińskiego: „moja wrażliwość od razu była poruszona wdziękiem, odrębnością i urokiem miasta, jego otoczenia, pięknością jego zabytków architektonicznych, a zwłaszcza uderzony byłem z miejsca jakimś trudnym do bliższego zidentyfikowania lirycznym, pełnym nieuchwytnej poezji archaizmem całości”.
Zręby kolonii już były, ale w pełnym kształcie kolonia kazimierska rozkwitła  po 1923 roku. Wtedy to Tadeusz Pruszkowski, profesor Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie przywiózł tu na plener swoich uczniów. Czynił tak z kolejnymi ich rocznikami aż do 1939 r. Za „pruszkowiakami” przybywali inni malarze niemal ze wszystkich stron Polski, najliczniej z Warszawy, ale też z Lublina, Łodzi, Lwowa, rzadziej z Krakowa i Wilna. Także dlatego kolonia kazimierska  nie  miała jakiegoś  określonego programu  ideowego. Jedynie w  kręgu T. Pruszkowskiego i jego niektórych uczniów, a także Władysława Skoczylasa można odnaleźć zalążki tworzenia stylu narodowego, o sztuce bliskiej społeczeństwu, pozostawały jednak bardziej w sferze założeń niż realizacji. Programem kolonii w Kazimierzu był sam Kazimierz.
Malarze opanowali miasteczko, a że za nimi ciągnęli turyści ludność miejscowa darzyła ich sympatią. Tym bardziej, że Pruszkowski podejmował starania na rzecz wydźwignięcia Kazimierza z nędzy i ruin. W 1925 r. był współzałożycielem Towarzystwa Przyjaciół Kazimierza, do którego przyciągał ludzi z ówczesnej elity mogących wpłynąć na rozwój miasteczka. W latach 1932, 1934, 1935 Sekcja Plastyczna Towarzystwa urządzała w salach Kamienicy Celejowskiej wystawy prac swoich członków. Za malarzami przyjeżdżali pisarze, m.in. Lucjan Rudnicki, Adam Ważyk, Anatol Stern, Ewa Szelburg – Zarębina, poeci, filmowcy – Kazimierz stawał się dla nich ziemia obiecaną. Bodaj najbardziej spośród pisarzy związana z Kazimierzem Maria Kuncewiczowa (w 1936 roku wybudowała tu sobie dom) pisała: „W Kazimierzu życie wydawało się teatrem, a świat dekoracją”. Bo też nie tylko się malowało, artyści urządzali bale w ruinach zamku, którym towarzyszyło wiele atrakcji. Szczególną cechą kolonii kazimierskiej była bardzo liczna obecność artystów żydowskich. Dla nich Kazimierz stał się wyobrażeniem niemal wzorcowego „sztetł” – małego miasteczka, prawdziwej ojczyzny polskich Żydów.
Nie tylko więc je malowano, to tu powstało wiele filmów z dialogami w jidysz z najsławniejszym z nich  „Dybukiem” w reżyserii Michała Waszyńskiego.
Miał  też  Kazimierz  jeszcze  jedną  właściwość, która  zwłaszcza  w  czasach (lata 30-te) narastającego antysemityzmu, pozwalała artystom oddychać szeroko i czuć się swobodnie – tu najważniejsza była sztuka, a to zacierało różnice narodowościowe. II wojna światowa zniszczyła żydowski Kazimierz bezpowrotnie. Ale nie przerwała istnienia kolonii. Nawet w latach okupacji bywali tu malarze jak choćby Teresa Roszkowska, Wacław Wąsowicz, Eugeniusz Arct. Po wojnie Kazimierz, choć bardzo zniszczony, odbudowywał się szybko, równie szybko odżyła tu kolonia artystyczna. Szczególnie w latach dominacji realizmu socjalistycznego (1949 – 1956) miasteczko znów wypełnili malarze. Znaleźli tu rodzaj azylu, tu mogli zrzucić ciasny gorset oficjalnie panującej doktryny. Nie było więc przypadkiem, że właśnie w Kazimierzu grupa młodych warszawskich malarzy przygotowała ideowy grunt pod wielką zmianę polskiego malarstwa, której rezultaty pokazano w 1955 r. na historycznej już dziś wystawie znanej jako „Arsenał”. W tych latach kolonia kazimierska znów kwitła, znów byli nie tylko malarze ale też literaci (choćby Marian i Kazimierz Brandysowie, Tadeusz Konwicki, Marek Hłasko). Gwałtowna zmiana przyszła po 1956 roku, wyrocznią w sprawach sztuki stał się Paryż, tam też zwróciły się oczy artystów. Kazimierz nagle przestał być potrzebny. Na szczęście artyści, choć było ich znacznie mniej, wciąż tu bywali i malowali, ale trwanie kolonii zawisło na włosku. Ożywił ją Stanisław Jan Łazorek, który w 1969 roku jako pierwszy odważył się wystawić swoje obrazy na Rynku i co więcej – sprzedawać je. W owym czasie była to zupełna nowość. Wkrótce jednak za Łazorkiem poszli inni, Rynek stał się nie tylko galerią pod gołym niebem, ale też rodzajem szkoły artystycznej. Tak jest do dziś dnia mimo postępującej komercjalizacji wystawianego tam malarstwa. Powstało jednak kilkanaście galerii które prezentują twórczość kazimierskich  artystów. Nie zapomniano o tradycjach dawnego Kazimierza. W 2000 roku powstała Kazimierska Konfraternia Sztuki skupiająca kilkudziesięciu malarzy. Także dzięki niej kolonia artystyczna w Kazimierzu wciąż trwa i jest to bodaj jedyna kolonia, która zachowała nieprzerwaną ciągłość pośród wszystkich innych kolonii europejskich.  
 
PARTER
 
SALA I - MAKIETA MIASTA
Makieta Kazimierza Dolnego
 
Kazimierz Dolny przyciągał nie tylko malarzy, również fotografów. Pierwsze zdjęcia miasta pochodzą  już z ok. 1875 r. Później było ich coraz więcej, a co szczególnie charakterystyczne, wydawane były w postaci kart pocztowych. Dziś razem tworzą nieocenione źródło ikonografii dawnego Kazimierza. One też stały się podstawą do zrekonstruowania zabudowy miasta z ok. 1910 r.
Jest to pierwsza tego rodzaju próba odtworzenia widoku Kazimierza Dolnego, dokonana przez autora projektu makiety arch. Tadeusza Michalaka na podstawie nie tylko ikonografii, ale też źródeł historycznych i dokumentów archiwalnych. W makietę dzięki temu wpisana jest historia miasta Kazimierza Dolnego. Realizaję makiety wykonała firma PPU Stangel ze Zgierza w składzie: Tomasz Stangel, Mirosław Brucki, Marcin Chędzicki, Bartosz Michalski, Michał Panas, Andrzej Sadłowski.
 
Kazimierz Dolny  - rok  1910.
„Wielu nawet zagranicznych wielkich panów Miasto to ciekawością nabawiało, że przyjeżdżali dla ciekawości widzieć to arcypiękne między niezmiernymi górami Miasto kształtnie murowane” – tak pisał w 1820 r. Bartłomiej Zienkowski. Nawet jeśli te góry nie są tak „niezmierne”, zabudowa Kazimierza wyróżnia się harmonijnym połączeniem natury i architektury, wtopieniem w naturalnie ukształtowane wzgórze, doliny, brzegi rzek. Dzięki temu układ urbanistyczny Kazimierza Dolnego, wyznaczony ostatecznie lokalizacją Rynku i odchodzących od niego ulic (najpewniej w chwili nadania Kazimierzowi praw miejskich ok. 1350 r.) nie zmienił się do dziś. Szczególnie charakterystyczne dla tego układu są dominanty przestrzenne w postaci Baszty (najstarszej, z ok. 1300 r. zachowanej budowli), ruin zamku, kościoła farnego, kościoła p.w. św. Anny i zespołu klasztornego O.O.Reformatów.
Makieta ukazuje Kazimierz Dolny wg jego stanu z ok. 1910 r. Był to czas największego nasycenia zabudowy miasta jeszcze z bardzo licznymi budowlami z lat jego najświetniejszego rozwoju (1600 – 1655 ).
Nawet szkody jakie zabudowie miasta  przyniósł wielki pożar w 1866 r. zostały, już wtedy przynajmniej częściowo naprawione, choć kamienice w pierzei Rynku od strony Wisły straciły swoje barokowe szczyty, widoczne jeszcze na akwareli Zygmunta Vogla z 1792 r. W pełnym kształcie widoczna jest zabudowa zamieszkałej przez społeczność żydowską części miasta wokół Małego Rynku. Późniejsze pożary i zniszczenia w czasie wojen światowych bezpowrotnie tę zabudowę unicestwiły. Makieta przywraca obraz miasta, w którym świadectwa dawnej świetności Kazimierza Dolnego sąsiadują z biedną zabudową zubożałego, małego miasteczka.
Nie straciło ono jednak swojej malowniczości, przez co Kazimierz w tym czasie przeradzał się w kolonię artystyczną przyciągając coraz więcej ludzi, kultury i sztuki. I taki Kazimierz, jaki przedstawia makieta przekazali w dziesiątkach obrazów, rysunków ale też opisów literackich i dziennikarskich.
 
 
SALA II
Kolonia artystyczna w Kazimierzu miała swój koloryt, swoją atmosferę. Próbę przywrócenia tej z lat międzywojennych jest aranżacja Sali II. Wykorzystano tu stroje i inne rekwizyty, które „zagrały” w filmie „Dwa księżyce” nakręconym w 1993 r. przez Andrzeja Barańskiego na podstawie zbioru opowiadań Marii Kuncewiczowej pod tym samym tytułem. Jedną ze scen w filmie było malowanie Boga Ojca. Modelem Pana Boga był kazimierzanin Radek Skrzeczkowski, zaś autorem  obrazu Andrzej Brylski.
Szczególnie cennym eksponatem jest autentyczny dyplom „wyzwolin” Henryka Jaworskiergo z 1928 roku, późniejszego członka „Szkoły Warszawskiej”. Zwyczajem pracowni prof. Pruszkowskiego było wręczanie takich dyplomów, pisanych ręcznie po łacinie na pergaminie, uczniom kończącym studia. Do dziś zachowało się takich dyplomów bardzo mało. Ekspozycje uzupełniają fotografie z plenerów kazimierskich i pobytów tutaj malarzy. Fotografie te pochodzą z albumów wybitnej malarki Teresy Roszkowskiej.
 
 
 
PIĘTRO
 
SALA I
L. Wyczółkowski
Pokazane tu dzieła wprowadzają w czas (koniec XIX w – 1923 r.) kształtowania się kolonii artystycznej  w Kazimierzu, czas znaczony pobytami wielu wybitnych malarzy. Był pośród nich Władysław Ślewiński (1854-1918), postać niezwykła w dziejach polskiego malarstwa. Utraciwszy majątek ziemski (był właścicielem Pilaszkowic na lubelszczyźnie) wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia artystyczne w Akademiach Juliana, później Colarossiego. Ale wpływ największy wywarł na niego Paul Gauguin, którego był jednocześnie uczniem i przyjacielem. Był jednym z tych, którzy wraz z Gauguinem tworzyli kolonię artystyczną w Pont-Aven. Być może plener jaki urządził Ślewiński dla swoich uczniów w Kazimierzxu w 1909 r. był próbą stworzenia tu czegoś na podobieństwo Pont-Aven. Niestety, rok później wrócił do Francji. Kazimierskie pejzaże Ślewińskiego należą do najpiękniejszych w jego dorobku; zachowując wszelkie cechy swojego malarstwa tu rozjaśnił paletę a jednocześnie zmonumentalizował kompozycje. Wpływ jego malarstwa można dostrzec w dwu innych pokazanych w tej sali obrazach: pierwszy  to praca monografisty GK z 1922r., drugi to dzieło Zofii Billawer – Węgierkowej( 1893 -?). W końcu 1918 r. Kazimierz odwiedził (wracał tu jeszcze w latach późniejszych) sławny już wówczas malarz i grafik Leon Wyczółkowski (1852-1936). Litografie z motywami kazimierskimi umieścił później w „Tece Lubelskiej”, a były to przede wszystkim wspaniałe studia światła cienia, także koloru przedstawiające Kamienice Przybyłowskie i inne zabytki architektury w Kazimierzu. 3#R
Również po I wojnie zaczął przyjeżdżać do miasteczka Stanisław Czajkowski (1878-1954). Studiował w ASP w Krakowie właśnie u L. Wyczółkowskiego, także Józefa Mehoffera i Jacka Malczewskiego, później – z przerwą na pobyt w Paryżu - u Jana Stanisławskiego. Od niego przejął upodobanie do malarstwa pejzażowego. Do Kazimierza przyjeżdżał przez całe lata, nikt chyba tak jak on nie zwrócił uwagi na egzotykę świata kazimierskich Żydów. Malował ich na tle architektury (obraz „Kazimierz” z 1922r.), malował też miasto w szabasowe wieczory wspaniale oddając ich świąteczną atmosferę (obraz „Szabasy i Trąbki w Kazimierzu”).
Interesującym twórcą, bo nie tylko grafikiem (wciąż eksperymentującym) ale zajmował się też literaturą, muzyką, a także chemią i biologią był Feliks Jabłczyński (1865-1928). Przyjaciel Józefa Pankiewicza być może dzięki niemu przyjeżdżał do Kazimierza. Z ok. 1907 r. pochodzą dwie jego grafiki przedstawiające stare spichlerze. Niewielki, malowany pastelami obrazek ukazujący Rynek kazimierski to dzieło Józefa Mojżesza Gabowicza (1862-1939), wybitnego rzeźbiarza, najstarsze dzieło artysty żydowskiego w zbiorach Muzeum; pochodzi z końca XIX w. Natomiast największy rozmiarami obraz pokazany w tej sali to dzieło dzieło Anny Wojdalińskiej – Bergerowej (1895-1970). Jest to portret niewidomego żebraka Kozdronia na tle fantastycznie ujętego Kazimierza. Kozdroń to swoisty symbol kazimierskiej kolonii, był ulubionym modelem wielu, wielu malarzy.
 
 
SALA II
Przyjazd Tadeusz Pruszkowskiego (1888 – 1942) i jego uczniów na plener w 1923 r. można uznać za datę narodzin kolonii artystycznej w Kazimierzu. Sporadyczne (mimo wszystko) dotąd wizyty malarzy zamieniły się w stałą ich obecność w miasteczku całkowicie przeobrażając jednostajny, utrwalony przez wieki rytm życia Kazimierza. Sprawcą tych zmian był przede wszystkim sam Pruszkowski, ale też spośród wielu pasji jakim się oddawał  największą stał się Kazimierz. Pruszkowski był malarzem, (studiował w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych u Konrada Krzyżanowskiego) odwołującym się do tradycji wielkiego malarstwa europejskiego renesansu i baroku. Widać to w pokazanych tu jego obrazach, głównie są to portrety, m.in. portret architekta Lecha Niemojewskiego, autora projektu domu Pruszkowskiego w Kazimierzu, a zwłaszcza jego żony. Portret ten wyraźnie nawiązuje do malarstwa hiszpańskiego.  Wielką rzadkością – Pruszkoski właściwie nie malował pejzażu – jest maleńki obrazek z widokiem  Kazimierza z 1937 r.
Szacunku do tradycji uczył też swoich studentów, za podstawę dobrego malarstwa uważając gruntowną znajomość warsztatu i opanowanie technik malarskich. W sprawach artystycznych nie krępował swoich uczniów pozostawiając im dużą swobodę w wyborze artystycznych dróg, umiał jednak inspirować i pobudzać ich wyobraźnię. Kładł duży nacisk na  wzajemne koleżeństwo. Z tych przesłanek zrodził się zwyczaj, że kolejne roczniki uczniów „Prusza” łączyły się w ugrupowania artystyczne w dużej mierze oparte właśnie na koleżeństwie. Pierwszym  z  nich i bodaj  najwybitniejszym  było  założone  w 1925 r. „Bractwo św. Łukasza”. Prace większości jego członków prezentowane są na tej sali. Obok Pruszkowskiego  Antoni Michalak (1902-1975) artysta, który jako pierwszy (w 1927r)  osiadł na stałe w Kazimierzu. Jego najważniejsze dzieła to malarstwo sakralne, ale był też znakomitym portrecistą, co ukazują prezentowane portrety, wśród nich rysunkowy portret znów Kozdronia. Prezesem „Bractwa” był Jan Zamoyski (1901–1986), malarz bardzo wszechstronny. Ale szczególnie cenne są trzy obrazki  namalowane podczas pierwszego pleneru w Kazimierzu. Z tego pleneru pochodzi też  obraz z dziedzińcem klasztoru pędzla Jana Gotarda (1898-1943), malarza którego twórczość nacechowana jest niemal obsesyjną precyzją w oddaniu szczegółów ( widać to w „Portrecie chłopca”). Janusz Podoski (1898-1971) to niemal wyłącznie portrecista sięgający do tradycji malarstwa z kręgu  Caravaggia. Inny był Aleksander Jędrzejewski (1903 –1974) bodaj jedyny z członków  „Bractwa” bardziej zainteresowany kolorem i malarstwem pejzażowym. Bolesław Cybis (1895-1957) nieustannie eksperymentował – od doświadczeń z awangardą rosyjską w Charkowie po akcenty surrealistyczne. Jego „Stary Żyd” to wspaniały portret wpisany w atmosferę Kazimierza. Jan Wydra (1901-1937) malujący początkowo wielkie płótna o tematyce alegorycznej  po 1927 r. zaczął malować pełne subtelnego nastroju pejzaże z Kazimierza. Nieco podobny w charakterze jest też „Pejzaż z łódkami” Eliasza Kanarka (1901-ok.1970). Dużą część sali zajmują obrazy Teresy Roszkowskiej (1904-1992). Ulubiona uczennica „Prusza” o czym świadczy jej wspaniały portret, jeden z lepszych w dorobku Pruszkowskiego, (ok. 1929 r.) stylizowany na portret  renesansowy (układ rąk przypomina Monę Lisę). Należała do drugiego, po „Bractwie” ugrupowania złożonego z wychowanków Pruszkowskiego, założonej w 1928 r. „Szkoły Warszawskiej”.
 
 
SALA III
 
B. Baake "Kazimierz"
Prezentowane są tu dzieła z lat międzywojennych, a liczba nazwisk ich autorów świadczy o tym, jak wielu malarzy wówczas tu bywało. Nadal „pruszkowiacy”, członkowie „Szkoły Warszawskiej”. Należał do niej Eugeniusz Arct (1899-1974) wybitny pejzażysta, w Kazimierzu malował do ostatnich lat życia. Najwcześniejszy jego obraz (z 1927 r.- reprodukcja na okładce) namalowany wspólnie z kolegami był darem dla ks. S. Szepietowskiego. Obok Arcta jeden z nielicznych ocalałych z pożogi wojennej obraz Włodzimierza Bartoszewicza  (1898-1983), prezesa „Szkoły Warszawskiej”. Przy nim dwie akwarele innego członka „Szkoły Warszawskiej” Wacława Ujejskiego (1902-1982). We wnęce duży obraz – dzieło Bolesława Baakego (1905-1963) członka „Grupy IV” – ostatniego ugrupowania złożonego z uczniów T. Pruszkowskiego. Obraz przedstawia dość fantastyczny Kazimierz, ale też powstał w Libanie (1950 r.) gdzie Baake trafił po zsyłce na Syberię z wojskiem gen. Wł. Andersa. To szczególny wyraz pamięci i sentymentu do Kazimierza. Jedną z „Muz” kolonii kazimierskiej była  Irena Lorentowicz (1908-1965), uczennica Pruszkowskiego, później scenografka. Blisko zaprzyjaźniony z pruszkowiakami był Edmund John (1894-1989), grafik i akwarelista, postać trwale wpisana w pejzaż Kazimierza (bywał od 1913r. do końca życia). Wspomniano już, że kolonię kazimierską tworzyli też malarze żydowscy. Wywodzili się z różnych środowisk, tak w znaczeniu geograficznym jak i artystycznym. Jednał ich Kazimierz. Byli wśród nich uczniowie T. Pruszkowskiego (choćby wymienieni wcześniej J. Gotard i E. Kanarek), należała do nich Gizela Hufnagel (1903-1997), współzałożycielka grupy „Kolor” (1929r.), autorka pięknie rozwiązanego kolorystycznie widoku studni na Rynku (ok. 1930r.). Z tego kręgu wywodziła się też Aniela Cukier (1900-1944) – jej dziełem (prawdopodobnie) jest bardzo interesujące ujęcie kościoła Farnego.
Mocny ślad pozostawili w Kazimierzu malarze związani z Łodzią. Samuel Finkelstein (1890-1942), absolwent ASP w Krakowie, członek łódzkiej grupy „Start”, w Kazimierzu był częstym gościem. Jego dwa obrazy, „Malarz w plenerze” i „Stare Jatki” dobrze świadczą o jego malarstwie. Do „Startu” należał również Natan Spigel (1902-1942), którego  „Martwa natura” z rybami” potwierdza wysoką ocenę jego sztuki.
Z Łodzią byli związani również Feliks Frydman (1897-1942) i Adolf Behrman (1876-1942), podróżujący po całej Europie, ale też Palestynie, obaj doskonali pejzażyści.
Środowisko lubelskie reprezentują Henryk Lewensztadt (1893 -?) i Symcha Trachter (1900 –1942), obaj zbliżeni ekspresją swojego malarstwa do „Ecole de Paris”, obaj zresztą spędzili w Paryżu kilka lat ok. 1922r. Z Lublinem miał też związki (choć także z Warszawa i Łodzią) Natan Korzeń (1895-1941), jeden z najbardziej popularnych malarzy żydowskich. W Kazimierzu przemieszkiwał przez wiele lat.  Z kolei Jerzy Ascher (1884-1944) przyjeżdżał tu ze Lwowa; był malarzem, ale bardziej architektem. Środowisko krakowskie, dość niechętnie nastawione do Kazimierza, reprezentuje Jan Rubczak (1884-1942), również związany z polskimi malarzami w Paryżu.
Interesującym zjawiskiem była obecność w Kazimierzu artystów związanych ze sztuką awangardową. A często tu bywał łódzki twórca Karol Hiller (1891-1939); jeden z wybitniejszych twórców sztuki abstrakcyjnej w Kazimierzu malował pejzaże. Admiratorem nowoczesności był też Adam Nowiński (1887-1942), autor kubizującego obrazka z motywem architektury kazimierskiej. Na początku lat 30 –tych był krótko... burmistrzem Kazimierza. Czy coś więcej może potwierdzać obecność i znaczenie sztuki w tym miasteczku?
 
 
SALA IV
 To nade wszystko sala Władysława Skoczylasa (1883-1934), jednego z najwybitniejszych grafików polskich, twórcy „szkoły polskiego drzeworytu” . Trochę w cieniu T. Pruszkowskiego, a przecież jego obecność (i jego wielu uczniów) w bardzo dużym stopniu kształtowała charakter kolonii artystycznej w Kazimierzu. Studiował w ASP w Krakowie u L. Wyczółkowskiego i T. Axentowicza i tam w atmosferze poszukiwań kształtu polskiej sztuki poszukiwał istoty stylu narodowego. Najpierw była to sztuka rozpięta pomiędzy stylem zakopiańskim St. Witkiewicza (wówczas to pisano o Skoczylasie że: „ Niebo i Olimp leżą dla niego na Podhalu”) a „Akropolis” St. Wyspiańskiego. Gdy po I wojnie światowej został profesorem Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, miejscem jego dociekań o sztuce narodowej stał się Kazimierz. Był grafikiem, ale tu malował, wyłącznie akwarelami. Jego widzenie Kazimierza, niesłychanie osobiste, najlepiej oddaje anegdota autorstwa przyjaciela – T. Pruszkowskiego. Wspominając Skoczylasa napisał, że dość już Kazimierza, zbanalizowany jest do ostatka..., jadę gdzie indziej. Po dwu tygodniach był z powrotem  ze słowami: w porównaniu z Kazimierzem wszystko wydało  mi się nudne i mało ciekawe/.../ Co robić, człowiek przywiązał się do tej dziury i żyć bez niej nie może. Czyż to nie najlepszy przykład na magnetyzm Kazimierza? – i to w przypadku tak wybitnego twórcy. Malował w Kazimierzu akwarelami, ale stworzył też cykl graficzny z motywami kazimierskimi. Z wielką  swobodą traktuje w nich topografię miasteczka, przestawia budowle, monumentalizuje je. Kazimierz był dla niego nie tylko miejscem, był symbolem uniwersum. Jego uczniem był Konstanty Sopoćko (1903 – 1992) . Mistrz małych form, w Kazimierzu był częstym gościem również dlatego, że jego wuj był właścicielem wielkiej willi. Z kręgu Skoczylasa pochodzą też grafiki Stefana Rassalskiego (1910-?) z pięknym motywem żydowskiego Kazimierza i Władysława Żurawskiego (1888-1962) o podobnej też żydowskiej tematyce.
Pośród akwareli malowanych interesujący jest widok Rynku malowany przez Togo Fałata (syna sławnego Juliana ) , w którym widać pomnik (z drewna !) króla Kazimierza Wielkiego ( dzieło Antoniego Michalaka) wystawiony  w 1933 r. z okazji 600-lecia koronacji tego króla.
Sala ta wprowadza w czas II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. W 1941 r. rysował tu Wacław Wąsowicz (1891-1942),  jeden z członków grupy „Rytm”. Tuż po wojnie pojawił się Jan Mucharski (1900-1984) znakomity grafik, członek Koła Grafików Reklamowych (1936r), który z sentymentem wypatrywał śladów Kazimierza sprzed zniszczeń wojennych. Jego akwarele mają dziś na poły dokumentalny charakter. W tych samych latach bywał w Kazimierzu  Leon Marek Suzin (1901-1976) architekt, ale i akwarelista, jeden z tych wielu, dla których pobyt w Kazimierzu był tylko pochodną potrzeby malowania.
Podobnie było w przypadku Stanisława Hiszpańskiego (1904-1975). Kazimierz zobaczył jako 14 –letni chłopiec (już legionista) i już wówczas postanowił, że tu wróci. I wracał przez wiele lat rysując, malując, snując własne wyobrażenia na temat kazimierskiej mitologii.

W. Skoczylas
 
SALA V
Sala ta obejmuje malarstwo od lat powojennych do ok.1970 r. Dla kolonii kazimierskiej był to czas ponownego rozkwitu (do 1956r) i niemal całkowitego zaniknięcia. Rozkwitem były lata odbudowy Kazimierza, znów nie brakowało malarzy, choć był to czas dominacji realizmu socjalistycznego. I tak wówczas Kazimierz malowano, choć przemycano pod płaszczykiem „jedynie właściwej” tematyki dawne(:nowe) rodzaje malarstwa. Jan Karmański (1887-1958) był pierwszym , który osiadł tu na stałe. (ok.1925 r.) I odtąd malował tylko Kazimierz. Aż do końca życia. Inni wpadali, a byli pośród nich twórcy „Komitetu Paryskiego”, przed wojną zagorzali przeciwnicy „pruszkowiaków”. Teraz, jako profesorowie ASP w Warszawie pojawili się i w Kazimierzu. Był to Jan Cybis (1897-1972), Artur Nacht – Samborski (1898-1974), Stanisław Szczepański (1895-1973) autor dużego obrazu „Budowa Domu Kultury w Kazimierzu” z 1952 r. Ale z nimi na plenery (jak wcześniej ) przyjeżdżali młodzi malarze. Kazimierz stał się dla nich miejscem swobodnej dyskusji o losach polskiej sztuki. Tu, w Kazimierzu, wykluła się idea nowego malarstwa, której rezultatem była sławna wystawa w 1955r, znana jako„Arsenał”.
Jej uczestnikami byli m.in. Jacek Sienicki, Jacek Sempoliński, Marek Oberländer, Izaak Celnikier, Barbara Jonscher. Ich obrazy pokazują tę, mało znaną cząstkę historii kazimierskiej kolonii.
Po 1956 r. było gorzej, sztuka odpłynęła w stronę Paryża, Kazimierz pozostał na uboczu. Kolonia zaczęła się kurczyć. Na szczęście byli malarze  którzy zapewnili jej trwanie. Głównie z Lublina: Edward Nadulski ( 1914 –1978), Władysław Filipiak (1908-1976). Ich dzieła na wystawie łączące w sobie deformację i abstrakcję były w latach 60 –tych znakiem nowoczesnego malarstwa. Bardziej samodzielny i bardziej związany z Kazimierzem (od 1955 roku mieszkał tu na stałe) był Zenon Kononowicz (1903-1971). W Kazimierzu dostrzegł światło i kolor, których poszukiwał (wcześniej, w Nałęczowie mówił: niebo? – nic tylko ołów i ołów). Był z temperamentu kolorystą, ale nadał temu nurtowi nieznaną wcześniej dynamikę i spontaniczność. Malarzy – przedstawicieli tego nurtu bywało w tych latach wielu, niewielu jednak tak bardzo wpisało Kazimierz w swoją sztukę, choć bez użycia tzw. motywu kazimierskiego jak Jacek Sienicki (1928-2000) i Jacek Sempoliński. Sienicki uczeń A. Nachta – Samborskiego Kazimierz widział jako przestrzeń otwartą, pełną oddechu dla swojego malarstwa. Sempoliński, poprzez abstrakcje, które maluje, dąży do otwarcia, ukazania duchowej strony Kazimierza. Razem z nimi zdążył jeszcze malować w Kazimierzu Piotr Potworowski (1898-1962). Uczeń J. Pankiewicza w krakowskiej ASP, później członek „Komitetu Paryskiego” po wojnie na emigracji. Wrócił w 1958 roku: odwiedził brata Stefana w Kazimierzu. Rozpoczął malowanie cyklu obrazów, które nazwał „Wisła” widząc w niej oś duchową wspólnoty narodowej. Nie zdążył. Dość nudne lata 60-te ubarwiał swoimi przyjazdami Yehuda Razgour, malarz polski i żydowski jednocześnie, jeden z   ostatnich kontynuatorów przedwojennej tradycji Kazimierza  żydowskiego.
 
 
SALA VI
D. Wierzbicka "Miasteczko"
Po 1970 r. kolonia kazimierska ożywa, nabiera nowego oddechu. Dzieje się tak dzięki Stanisławowi Janowi Łazorkowi (1938-2000), który wniósł do Kazimierza zupełna nowość – nie tylko tu malował, ale swoje obrazy wystawiał w  Rynku ...na sprzedaż. Stał się szybko jednym z najbardziej popularnych malarzy w Polsce, a jego obrazy zaczęły pełnić rolę „ikony” kazimierskiej. Za nim poszło wielu innych młodych malarzy. Krzysztof Krzyr Raczyński starał się rozwiązywać kolorystyczne sploty Kazimierza w duchu abstrakcji, Janusz Knorowski lekcje z Rynku przełożył na studia w ASP w Warszawie, o Kazimierzu nie zapomniał, choć maluje przestrzeń wokół niego, Daniel de Tramecourt wciąż zmieniał stylistykę swojego malarstwa – od detalu po sugestię. Andrzej Kołodziejek (1935-2001), wybitny abstrakcjonista porzucił ten rodzaj malarstwa  na rzecz niezwykle subtelnych w barwie i nastroju pejzaży z Kazimierza. Przybył tu także Jerzy Gnatowski, malarz o ustalonej już renomie, znawca dawnych technik malarskich dzięki czemu przywrócił w Kazimierzu pamięć o „pruszkowiakach”. Malarstwo prezentowane w tej sali pokazuje nie tylko Kazimierz w rozmaitych ujęciach, ale też, co zresztą jest tylko kontynuacją, sposoby widzenia i odczuwania miasteczka. Tomek Kawiak, znany w całej Europie, w młodości bywał w Kazimierzu, zostawił dwa rysunki z 1963 roku i dwie cegły jako ślad jego nieustającej akcji „Briquotage”. Wojciech Hubicki (1939-1995) w scenerię Kazimierza wniósł cytaty malarskie z dzieł dawnych mistrzów, a Urszula Ślusarczyk dostrzegła tu całe bogactwo faktury jakie potrafi stworzyć przyroda. Wojciech Kossowski (1933-1999) malował Kazimierz ale tworzył też swoisty  teatr- „Ostatnie dni cyganerii artystycznej”. A tuż obok z wielką powagą malował swoje obrazki Edward Rodzik (1923-1989), wieloletni sprzedawca  w sklepie zwanym „żelaznym”, autentyczny „prymityw” kazimierski. Podobnie zaczynał Andrzej Siemiński, również kazimierzanin z urodzenia. Malował sam z siebie, studia w warszawskiej ASP nie zatarły naturalności i świeżości jego malarstwa. Szczególnym przypadkiem jest rodzina Michalaków. O Antonim była już mowa, ale sztuką zajmują się jego dwaj synowie. Starszy Tadeusz, architekt z wykształcenia, zdumiewa fantazją form i precyzją rysunku, młodszy Janusz rozlewnymi, pełnymi nastroju pejzażami, namalowanymi pastelami. Jakby temu na przekór malarstwo jego syna Jana jest gwałtowne, ekspresja niemal rozrywa ramy obrazów. Liczba malarzy w Kazimierzu rośnie, rośnie też chęć działania wspólnego –wzoru dostarcza tradycja artystyczna miasteczka. W 2000r. założona zostaje Kazimierska Konfraternia Sztuki, świadomie nawiązująca do wzorów działania artystów w latach międzywojennych. Skupia kilkudziesięciu malarzy, ale też ludzi w taki czy inny sposób związanych ze sztuką. Dzieła  wielu członków Konfraterni zawisły na ścianach tej sali: Cezarego Garbowicza, Bartłomieja Michałowskiego, Marty i Marka Andałów, Piotra Fąfrowicza, Michała Smółki, Tomasza Bachanka. Także Danuty Wierzbickiej – jej obraz pt.” Miasteczko” to symboliczny portret Kazimierza, nie pejzażu tym razem, ale portret ludzi stąd. Bez nich kolonii artystycznej w Kazimierzu by nie było. 
 

Autor tekstu: dr Waldemar Odorowski


DNI I GODZINY OTWARCIA MUZEUM:

Wystawy czynne są codziennie:

- w okresie od 1 maja do 30 września w godz. :

     wtorek, środa, czwartek, niedziela            od 10.00 do 17.00

     piątki i soboty                                                  od 10.00 do 18.00

     poniedziałki                                                      od 10.00 do 15.00


- w okresie od 1 października do 30 kwietnia w godz.:
 

   wtorek - niedziela                                           od 10.00 do 17.00  

   poniedziałki                                                      nieczynne

z wyjątkiem Nowego Roku, pierwszego dnia Wielkanocy, Bożego Ciała, 1 i 11 listopada oraz pierwszego dnia Bożego Narodzenia.


CENY:
 
bilet normalny - 7, 00  zł.
bilet ulgowy -     5, 00  zł.
 
karnet rodzinny dla dwojga opiekunów z dziećmi do lat 13 - 18,00  zł.
lekcja muzealna prowadzona przez pracowników merytorycznych - 60,00  zł.
oprowadzanie po wystawach przez pracowników obsługi - 20,00  zł.
prelekcja, odczyt, zajęcia warsztatowe, wycieczka   -  150,00  zł.
wstęp wolny                               – wtorek
karnet na wszystkie ekspozycje w Kazimierzu Dolnym (bez Zamku w Janowcu) ważny 1 miesiąc od dnia sprzedaży:
  • normalny – 16,00 zł
  • ulgowy – 10,00 zł
 
Uczestnicy lekcji muzealnych, odczytów, prelekcji i zajęć warsztatowych odbywających się na ekspozycjach muzealnych obowiązani są ponadto do wykupienia jednorazowych biletów wstępu do Muzeum. Zamówienia na lekcje, odczyty, prelekcje, zajęcia warsztatowe i  wycieczki należy zgłaszać listownie lub telefonicznie nie później niż na 7 dni przed planowanym terminem.



dodaj komentarz